Pomocne linki, czyli dosyć subiektywne zestawienie…

Pomocne linki

Pomocne linki


Początek roku to całkiem niezła pora na wszelkiego rodzaju podsumowania i rankingi. Poniżej prezentuję zestawienie, które jest po części wynikiem noworocznych porządków w nagromadzonych przez cały rok linkach. Spośród całej masy stron z moich “bookmarków”, 90% bez żalu wysłałem do “krainy wiecznych łowów”, natomiast tymi kilkoma, które się ostały postanowiłem się podzielić.

Muszę jeszcze uczciwie przyznać, że sporą cześć tych linków zawdzięczam życzliwym osobom, które podsunęły mi je przy przeróżnych okazjach, znacznie mniejszą cześć wyszperałem sam. Wszystkie w jakiś sposób związane są branżą interaktywną, więc dla wielu okażą się być może znane i oczywiste. Praktyka dnia codziennego dowodzi jednak, że to co jest oczywiste dla jednych, dla innych bywa niespodzianką…

1. http://siteinspire.net/
Serwis prezentujący designy mogące zainspirować projektantów, którzy cenią sobie prostą i elegancką stylistykę. Królują tu niepodzielnie CSS – totalnie przeciwny biegun do tego, co oferuje nam FWA. Całość okraszona wywiadami, artykułami i obszernym case’ami.

2. http://www.smashingmagazine.com/
To naprawdę godny polecenia ciekawy wpis, próbujący ogarnąć cały zakres darmowych i płatnych stocków z fotografiami, które możemy zdobyć na potrzeby naszych projektów. Nie mogę się jednak powstrzymać przed dodaniem, że świetny skądinąd blog niekoniecznie musi gwarantować wysoką jakość papierowej publikacji… (Smashing Book – sic!)

3. http://www.usereffect.com/
Lista 25 wskazówek dotyczących użyteczności, która obejmuje to, co niby wszyscy wiemy, ale o czym również często zapominamy. Dobrze rzucić na nią parę razy okiem w trakcie prac projektowych…

4. http://blog.themeforest.net/
Jak używać fontów w Internecie oraz co warto o nich wiedzieć – ciekawy artykuł wyszperany na blogu “In the Woods”. Zwięźle, krótko i na temat. Całość oparta na przejrzystych przykładach.

5. http://www.designshard.com/
11 efektownych i efektywnych tutoriali uczących przede wszystkim retuszu i modyfikacji fotografii porterowej. Kilka błyskotliwych rozwiązań, garść darmowych dodatków do Photoshopa i sporo solidnego rzemiosła. Dodatkowo akademicki przykład, jak powinno się tworzyć doskonały tutorial.

6. http://www.ffonts.net/
Serwis z darmowymi fontami. Książek bym nimi nie składał :-), ale na potrzeby internetowych projektów wystarczą. Przydatne zwłaszcza wtedy, gdy szukamy czegoś oryginalnego, a nie czcionek akapitowych.

7. http://www.fuelyourcreativity.com/
Artykuł z bloga “Fuel Your Creativity” – pozycja obowiązkowa dla kogoś, kto ma za zadanie znaleźć niebanalny font ogólnego zastosowania.

8. http://www.logodesignlove.com/
Wszystko na temat projektowania logotypów i CI. Przykłady, artykuły przekrojowe, poradniki i newsy ze świata. Serwis równie dobry do czytania, jak i oglądania.

9. http://www.thedieline.com/
Chociaż jest to serwis prezentujący wzornictwo przemysłowe, to jednak dzięki wysokiemu poziomowi umieszczanych w nim prac zasługujący na uwagę. Pozycja obowiązkowa dla projektantów identyfikacji wizualnej i nie tylko – szczególnie polecam!

Przekornie powstrzymam się od dodania pozycji numer 10 ;-)

, , , ,

1 Comment

Kolory – informacja i emocje (cz.I)

Spectrum kolorów

Spectrum kolorów

Barwa i kolor
Trudno wyobrazić sobie serwis internetowy, aplikację, czy też dowolny interfejs, który nie korzystałby z ogromnych możliwości, jakie dają kolory. Oczywiście zdarzają się wyjątki, które wynikają najczęściej z nietypowej konwencji, zamysłu projektanta, bądź też ograniczeń technicznych w prezentacji informacji. Są to jednak odosobnione przypadki, prawie niespotykane w świecie Internetu, gdzie możliwości techniczne pozwalają na odwzorowania kolorów w stopniu przekraczającym możliwości ludzkiej percepcji. Read the rest of this entry »

1 Comment

“Sklepik z domenami”

Domains World (eBoy Blog)

Domains World (eBoy Blog)

Nie będzie chyba przesadą stwierdzenie, że obecnie coraz bardziej widoczne staje się zjawisko homogenizacji rynku usług domenowych i hostingowych w Polsce. Rynek ten opanowały przede wszystkim NetArt (nazwa.pl) i Home.pl i nikt nie ma co do tego wątpliwości. Oczywiste współzawodnictwo między tymi firmami obserwuję od kilku już lat z niesłabnącym zainteresowaniem i rozbawieniem…

W większości sytuacji rywalizacja ta przebiega z korzyścią dla zwykłego użytkownika (stosunkowo coraz niższe ceny przy coraz większej atrakcyjności usług dodanych). Czasem jednak przybiera ona wymiar kuriozalny, tak jak w przypadku rankingów prowadzonych przez obie firmy. Home.pl ma swój top100.pl, a NetArt (przynajmniej jeszcze do niedawna miał) swoje statystykidomen.pl.

Home.pl obsługuje dziś ponad 250 tys. domen *.pl, NetArt natomiast chwali się, że ma ich ponad 500 tys. (chodzi jednak tutaj o wszystkie obsługiwane domeny).
W celu uzupełnienia powyższych informacji należy dodać, że polski rynek domen szacuje się na ok. 1,7 mln domen, z czego 1,3 mln to domeny polskie. Dane te są, rzecz jasna, tylko przybliżone, gdyż “wszechwładny” (jeszcze) NASK od jakiegoś czasu już nie udostępnia bazy z nowo zarejestrowanymi domenami *.pl.

Z tego wszystkiego wynika, że jest “liderów dwóch”. I jedna, i druga firma w swoich oficjalnych komunikatach przypomina o swojej przewadze z zaciekłością Katona owładniętego myślą o Kartaginie. Grozi to wprawdzie fiksacją zwykłemu użytkownikowi i potencjalnemu klientowi, ale co tam! Liczy się to, kto jest pierwszy :-)!

Tak pokrótce wygląda rynek pierwotny, ale istnieje przecież także rynek wtórny :-). A jest to rynek niezwykle atrakcyjny! Na jego zmonopolizowanie od dłuższego czasu “ostrzy sobie zęby” owych dwóch największych graczy…
Liczba szczególnie pożądanych domen z końcówką .pl zmniejsza się gwałtownie z dnia na dzień i coraz trudniej znaleźć jakąś atrakcyjną dla siebie nazwę. Daleko nam jeszcze, co prawda, do takiej eksploatacji puli domen krajowych, jak ma to miejsce chociażby w Niemczech (domeny *.de), ale chwila, kiedy to nastąpi, zbliża się nieubłaganie. Co za tym idzie, transakcje na rynku wtórnym będą coraz częstsze, a próba całkowitego zawładnięcia nimi to, zdaje się, również tylko kwestia czasu.
Doskonałą tego zapowiedzią jest tzw. “giełda domen”, z której możemy korzystać na serwisie nazwa.pl od 8 września tego roku, a artykuł umieszczony na webhosting.pl w pełni oddaje ducha tego wydarzenia. Home.pl zarzeka się, deprecjonując wręcz rynek domen, że nie był tym zainteresowany, a NetArt cieszy się z prześcignięcia “kolegi lidera” ;-).

Najciekawszy w tym wszystkim jest sam wtórny rynek domen – spory kawałek “internetowego tortu”. Wśród nas żyją sobie nieznani “inwestorzy domenowi”, a przeprowadzane przez nich pojedyncze transakcje swoimi wartościami mogą przywrócić o zawrót głowy. Z ostatnich transakcji “jawnych” można wymienić sprzedaż domeny “lekarze.pl” za (bagatela!) 14 tys. EUR, a każdy chyba pamięta głośną transakcję “orange.pl”, która opiewała ponoć na 150 tys. EUR! Nic więc dziwnego, że obok zagranicznych serwisów takich, jak sedo.com, powstają i będą powstawały rodzime alternatywy. Należy jednak pamiętać, że ta korzystna sytuacja nie jest permanentna i korzystać, póki jest czas po temu.

Twierdzenie, że domeny stracą na znaczeniu jest na razie przedwczesne, warto się jednak zastanowić, czy w obliczu rosnącej dominacji Google wpisywanie nazw domen w pasku adresu przeglądarki nie odejdzie do lamusa?

, , , , ,

No Comments

Audrey Chen o architekturze informacji

Audrey trochę skrzeczy i burczy intonując, ale mówi bardzo ciekawie. Temat jest interesujący, ponieważ dotyczy IA takich serwisów, jak: TheDailyShow.com, SouthParkStudios.com i ComedyCentral.com. Miłe przypomnienie tego, że Internet to nie tylko serwisy społecznościowe i ecommerce oraz, że architektura informacji w serwisach z branży “entertainment” (i co ważne nie chodzi tu o “cycki”) ma duże znaczenie.

Ciekawe czy wiecie kto, poza Jonem Stewartem, występuje w introdukcji? :-)

Audrey Chen | UX Week 2008 | Adaptive Path from Adaptive Path on Vimeo.

, , , , , ,

1 Comment

Mikrobloging i “social activity ratio”

I want my life back! (digg.com)

I want my life back! (digg.com)

Pojęcie “microblogging” pojawiło się około roku 2005, ale samo zjawisko zostało spopularyzowane nieco później. Rok 2006 i 2007 to wzrost znaczenia takich serwisów jak Tumblr i Twitter.
Fenomen mikroblogingu stał się niedługo potem na tyle powszechny, że co więksi “gracze” na rynku postanowili zaimplementować go jako nową funkcjonalność własnych serwisów.

Różnie się to nazywa w wypadku Facebooka, MySpace, czy też LinkedIn – wszędzie chodzi jednak o to samo, tzn. o informowanie innych o swoim aktualnym stanie :-).
Określenia stan użyłem celowo. Otóż główną ideą jest tutaj nie tylko podzielenie się z innymi jakąś “złotą myślą”, czy linkiem do rocznicowej sesji zdjęciowej Sharon Stone (przy okazji ukłony dla grafika/ów), lub też infantylnym stwierdzeniem z “blogaska” typu: “ZENeq t0 NiEZŁe CI@ch0″. Zdaje się, że przede wszystkim chodzi o opisanie swojego stanu właśnie, stanu, który ogólnie można by nazwać “gastro-mentalnym”, lub o informowanie o aktualnie wykonywanej przez siebie czynności (tudzież jej braku).

Po części mikrobloging przejął, a właściwie zaadaptował, funkcję opisu statusu w komunikatorach i rozwinął ją w formę pośrednią, zawierającą się między opisem statusu a “klasycznym” blogowym wpisem. Owa forma spotkała się z zainteresowaniem zarówno sporej części tzw. zwykłych użytkowników, jak i, co bardziej ciekawe, “użytkowników niezwykłych” (m.in. szefów firm, prezesów, CEO, menedżerów itp.). Bez wątpienia jest to słuszny element klasycznego wewnętrznego PRu (tylko w nowej formie) każdej firmy, bo któż nie chciałby śledzić poczynań i w ogóle wszelkiej aktywności swojego “ukochanego i podziwianego” Bossa? (Ja na pewno! :-)). Dzięki temu możemy stać się nieraz świadkami “heroicznych czynów” naszego szefa, który nieustannie zmaga się z przeciwnościami losu, lub też dostrzec jego ludzkie oblicze po prostu… Korzyści dla firmy są liczne i oczywiste.

Jak to jednak zwykle bywa z rozwiązaniami szybkimi, łatwymi i przyjemnymi, po głębszej refleksji okazują się mieć tyle samo “plusów” dodatnich, co ujemnych. Jacob Nielsen w dość ciekawy sposób odniósł się do zjawiska Twitterowania przez CEO – nie wypada i nie sposób się z nim nie zgodzić.
O ile bowiem w przypadku wpisów na blogach firmowych mają one uważnych edytorów i są oceniane wnikliwym okiem speców do wizerunku, tudzież są przez nich w całości pisane (szef nadaje wtedy błyskotliwy tytuł), to w wypadku ich “młodszych kuzynów” mają one rzeczywiście charakter autorski i spontaniczny. Wiadomo co się może wtedy zdarzyć… Jeden nieprzemyślany i nazbyt spontaniczny wpis może z subtelnością napalmu unicestwić trud całego sztabu PR-owych speców. Im większa firma, tym efekt bardziej spektakularny, a o przykłady nietrudno, widzimy je przecież często w nagłówkach dużych serwisów.

Na rodzimym podwórku z niemałym zainteresowaniem śledzę także efekty współzawodnictwa pomiędzy BLIPem a Flakerem. Zwłaszcza po tym jak ten drugi uruchomił funkcjonalności interakcji pomiędzy użytkownikami – czego mu wcześniej bardzo brakowało. Jeszcze bardziej porusza mnie aktywność managementu polskich firm, w szczególności tych z branży interaktywnej i z sektora IT. Pomijam jakość wpisów, ale wspomnę o tym, że kończą się one wraz z około dziesiątym. Przy tym jest oczywiście sporo obserwatorów powiązanych z takim profilem, którzy działają według zasady “nie może mnie tam nie być”. Nie podam bezpośrednich odnośników zarówno z poczucia taktu, jak i dlatego, by nie odbierać zabawy z ich wyszukiwania :-).

Być może w tym wszystkim chodzi po prostu o (parafrazując znane powiedzenie): “So many social media, so little time…”
Ciekawe, kiedy ktoś wpadnie na pomysł, a właściwie na wzór obliczający “social activity ratio” (czy jak by taki współczynnik wypadało nazwać)… Po przekroczeniu pewnej wartości granicznej “użytkownik” traciłby swą szlachetne miano na rzecz swojsko brzmiącego “pacjenta” – nie ważne czy byłby SEO, czy też zwykłym Zenkiem (kolegą z blogaska)…

, , , , ,

No Comments

Mistrz tabletu – Ryan Church

Transformers 2 - Ryan Church

Transformers 2 - Ryan Church

Wydawać by się mogło, że warunkiem koniecznym do spełnienia przez kogoś, kto chce pracować dla zleceniodawców rodem z Hollywood jest wykorzystanie najnowszych technologii w połączeniu z szerokim spectrum narzędzi i oprogramowania.
Przykład w osobie Ryana Churche’a obala jednak powyższe, zbyt pochopne, stwierdzenie. Od lat udowadnia on bowiem, że za pomocą paru pędzli, węgla, air brusha i tylko jednego efektu (sic!) również można uzyskać doskonałe rezultaty. Niedowiarków zachęcam do zapoznania się z następującą stroną: How I Work

Ryan Church gra pierwsze skrzypce w branży twórców concept art od dłuższego już czasu. Przede wszystkim jest to zasługa jego ponadprzeciętnego talentu (nie do zastąpienia przez żaden soft), którego miarą stały się takie choćby tytuły jak: Star Wars II i III, Transformers 2, Word of the Worlds, czy też Star Trek.
Zaskakujące, że do uzyskania podobnych efektów wystarcza mu głównie Painter supportowany jedynie Photoshopem.

Zaskakujące na tyle, że znajomy z pracy (mocny, skądinąd, w tablecie i rysunku klasycznym) stwierdził po szybkim rzucie oka, że tam musi być coś z 3D ;-)…

Wszystkim poszukującym zdrowej inspiracji, lub też impulsu do wymiany tabletu na najnowszy model Wacom’a, polecam poniższą stronę: ryanchurch.com

, , , ,

1 Comment

MAxure, czyli makowa wersja Axure

Axure for Mac aka MAxure

Axure for Mac aka MAxure

Minęły bezpowrotnie czasy, kiedy pomiędzy platformą Mac a PC znajdował się szmat “ziemi niczyjej”, na którego zagospodarowaniu nikomu specjalnie nie zależało. W chwili obecnej wybór sprzętu nie jest już tak bardzo zdeterminowany softem dostępnym na daną platformę. Pozostają jeszcze niewielkie odcinki “frontu”, na których produkty Jobs’a oraz Gates’a ścierają się w prestiżowych bardziej, niż strategicznych, potyczkach.

Axure Software Solutions zapowiedziało, że w najbliższym czasie (chcę wierzyć, że w najbliższym) przeniesienie swój flagowy produkt na platformę Mac. Nie muszę się chyba rozwodzić nad tym, jak taki soft ułatwi pracę projektantom i ile osób na niego czeka. Powiem zatem krótko. Alternatywy nie było i chwała decydentom z ASS za taką, a nie inną decyzję. Nareszcie miłośnicy nadgryzionych jabłuszek bez kompromisów moralnych, polegających na okresowych zabawach z Windowsem, będą mogli oddawać się radości tworzenia makiet, prototypów i wszelkiej maści specyfikacji. A wszytko to na własnym, ulubionym maku…

Nie wiadomo na razie, jak będzie wyglądała kwestia kompatybilności i możliwości wymiany danych pomiędzy kolejnymi wersjami Axure’a i MAxure’a (tak się to cudo ma nazywać).

Pozostaje jedynie poczekać, aż The Omni Group przejdzie do “kontrataku” i wyda swój pakiet Omni na platformie Windows. Dodam tylko, że prywatnie zależy mi jedynie na OmniGraffle ;-)

Dla wszystkich zainteresowanych:
oficjalna strona prezentująca postępy prac dostępna jest pod adresem axureformac.com.

, , , ,

No Comments